Niewielka polana znajdowała się w samym sercu tego gęstego lasu. Jej wręcz idealnie okrągły kształt mógł sugerować, iż nie jest ona dziełem natury, lecz została jakoś stworzona przez człowieka. Ale to tylko domysły.
Co ciekawe, na tej polanie... nic nie rosło. Ani nawet najmniejszego ździebełka trawy. Po prostu nic. Jednak jedno zasługuje na uwagę. Dokładnie w samym centrum polany, na tym twardym gruncie z zaschniętego dawno temu błota wznosił się wysoki, kamienny obelisk, na którym zostały wyryte jakieś tajemnicze znaki. Nikt z odwiedzających to miejsce nie potrafił rozpoznać tych znaków (inna rzecz, że mało kto w ogóle wiedział o istnieniu tego miejsca).
Nagle z leśnych ciemności wyłoniła się pewna postać. Odziany był w czarny płaszcz całkowicie skrywający jego ciało, a spod kaptura widać było zaledwie kawałeczek posępnych ust. W ręku dzierżył długą, drewnianą laskę, która u góry zakończona była dziwnym symbolem w kształcie litery "W". Kimkolwiek był, nie wyglądał na przyjaznego.
Pewnym krokiem wszedł na polanę i stanął tuż pod obeliskiem, powoli zerkając w górę.
To już dziś...
Obelisk wydawał mu się znacznie wyższy niż był w rzeczywistości. Budził... grozę? Była to zaiste piękna budowla, lecz budząca lęk w swym majestacie.
Tajemniczy mężczyzna ukrył wolną rękę pod płaszczem, a po chwili wyciągnął pewien przedmiot. Była nim wykonana z nieznanego, twardego materiału płaska gwiazda pięcioramienna o wielkości dłoni. Mężczyzna uniósł ją powoli w górę.
Moje maleństwo... to już ostatnia.
Widział, że to, co się tutaj tej nocy wydarzy, może naruszyć pewne... granice. Otworzyć bramy, które nie powinny zostać otwarte. Ale nie miał wyboru. Musiał spróbować.
Tajemniczy przybysz obszedł obelisk dookoła kilka razy, przypatrując się dokładnie wyrytym symbolom. Szukał czegoś... I w końcu znalazł. W obelisku znajdowało się niewielkie wgłębienie o kształcie identycznym jak gwiazda w jego ręce.
Uśmiechnął się sam do siebie, po czym z wolna uniósł artefakt, by włożyć go na swoje miejsce. Jednak jego ręka zawahała się w ostatniej chwili. Zmarszczył czoło.
Ale... czy powinienem? – pomyślał. – Jeśli mi się nie uda... A niech to diabli! Tylko oni mogą mi pomóc!
Szybkim ruchem umieścił gwiazdę we wgłębieniu. Spasowała idealnie, tak jak pozostałe, które przed laty zdążył już tu umieścić. Jednak ta była ostatnia... Więc to zacznie się teraz.
Mężczyzna odsunął się od obelisku na bezpieczną odległość, gdyż nie wiedział, czego może się spodziewać. Patrzył się w stronę konstrukcji, lecz... mijały minuty i nic się nie działo.
Już tracił nadzieję, gdy nagle stało się coś zupełnie nieoczekiwanego – spod powierzchni ziemi dobiegł pojedynczy, głuchy wstrząs, a zaraz po tym wszystkie tajemnicze symbole na obelisku zaczęły mienić się coraz to jaśniejszym światłem, aż wreszcie zajaśniały oślepiającą bielą.
Mężczyzna zasłonił rękawem oczy.
Na moich przodków...! Nie wierzę!
Nagle z obelisku wystrzelił pionowy słup światła i powędrował prosto ku niebiosom, znikając za chmurami.
Nim tajemniczy człowiek zdążył cokolwiek powiedzieć zauważył, że cała polana, na której się znajdował, została pokryta świetlistym, misternym symbolem magicznym. Nie sposób było rozpoznać, co przedstawia, lecz jedno było pewne – to się uda!
Chwilę potem obelisk został całkowicie pochłonięty przez oślepiające światło. Mrużąc oczy, mężczyzna rozpoznał, ze całość przeistacza się w jedną wielką... bramę. Portal. Cokolwiek...
Gdy światło przestało tak mocno razić. widać już było wyraźnie to, co znajdowało się teraz na miejscu obelisku: eteryczna, wysoka czarna brama w kształcie trójkąta.
Mężczyzna nieśmiało podszedł w jej stronę, gdyż nie działo się nic więcej. Spojrzał do środka, lecz była tam tylko czarna nicość. Lecz wiedział, że to nieprawda. W końcu nie można fizycznie ujrzeć czegoś takiego jak czas.
Niespodziewanie portal wypluł świetlistą postać, która upadła ziemię. Okalające ją światło w końcu zniknęło i mężczyzna mógł dostrzec, kim jest pierwsza w postaci, która tu przybyła.
A teraz poczekamy na kolejnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz