środa, 1 lipca 2015

Rozdział IV

Znasz to uczucie, kiedy w kieszeni otwiera ci się nóż? Gdy widzisz własną rodzoną siostrę na ślubnym kobiercu z mężczyzną za, którego wychodzi za mąż z przymusu?  Właśnie tak samo czuła się siedemnastoletnia Tanya Aleksandrow, siostra Rosalie.
Rosalie popatrzyła na Tanyę z bólem w oczach, lecz Tanya odwróciła wzrok. Mogła temu zapobiec. Mogła nie dopuścić do ślubu. Biła się z myślami.
-Zdradziłam własną siostrę. -pomyślała.
 Przesunęła rękę bliżej sztyletu, który ukryła pod połami kremowej sukienki, którą wybrała dla niej jej siostra. Była piękna, długa z krótkim w tym samym kolorze co sukienka - bolerkiem zapinanym na małe guziczki w kształcie diamentów.
Miała plan, by zabić męża Rosalie po tym jak się pobiorą, tuż po weselu, lecz w pewnym momencie rozległ się potworny krzyk Rosalie, gdy sekundę później już jej nie było. Ani jej ani Tanyi. 
Tanya pojawiła się na jakieś łące. Wiedziała tylko tyle, ze obudziła się na trawie, ale złapała się na tym, że  nic więcej nie pamięta.Poklepała się po pasku gdzie miała sztylet. 
- Tak, dalej tam był. -  powiedziała.
Wstała i zaczęła doprowadzać się do porządku. W jej włosy wplątany był mech, gałęzie, liście. Sukienka była porwana i pobrudzona w trawie. A bolerko? Bolerko zniknęło.
- Wyglądam żałośnie. - mruknęła pod nosem. -
Lecz nie mogę o tym teraz myśleć. Muszę odnaleźć Rosalie, schronienie, pożywienie. Jakąś cywilizację, chociażby najmniejszą wioskę. - pomyślała.
Usłyszała jak jakaś dziewczyna do niej krzyczy rzucając się jej w ramiona. To była Rosalie. 
-Tanya! - Tanya! Jesteś! 
-  Jestem, spokojnie. Już nie histeryzuj. Spokojnie. Rozejrzyjmy się w poszukiwaniu innych. Mam broń, spokojnie.
- Po co ci była broń na weselu?
- Nieważne. Chodź.
Siostry ruszyły wgłąb lasu. Co ich tam czeka? Czy kogoś spotkają?